Kloniki i inne podobne do Barbie

środa, 20 listopada 2013

Pytanie o Zmierzchusia

Niedługo przyjedzie do mnie kilka lalek z wymiany, a między nimi toto:

Tak, dobrze widzicie.

Edek z oczywistych powodów będzie musiał zostać kimś zupełnie innym, bo odtwarzać mu buzi nie zamierzam, nie chcę mieć w domu Edwarda, chociaż samego aktora dosyć lubię (w przeciwieństwie do panny Kirsten "Drewno" Stewart).

Sam lalek ma na tyle uniwersalny mold i ogólną urodę, ze trudno zdecydować, co z niego zrobić. Możliwości jest naprawdę wiele. 

Przeprowadziłam nawet w domu ankietę na ten temat i oto trzy propozycje:

Kandydat nr 1 - szalenie czarujący, nieśmiertelny, dziesiąty Dr Who z kultowego serialu BBC. No i podróżuje w czasie :)






Plusem tego pomysłu jest fakt, że mam już do niego Tardis (jego machinę do podróży w czasie w postaci policyjnej budki telefonicznej), a brakuje mi samego Doktora. Byłby komplet. Minus - nie wiem skąd wytrzasnąć brązowy materiał w prążki.

Kandydat nr 2 - Ace Ventura, psi detektyw o twarzy Jima Carreya (mamie od razu się z nim skojarzył ze względu na sterczące na boki rudawe włosy). Zdrowo szurnięty, nieprzewidywalny, ale jakże stylowy, no sami popatrzcie:




Plusy - mam materiały na ubranko, no i można zaszaleć z repaintem buzi, spróbować zrobić mu zęby :) Minusy - trudno będzie zrobić twarz podobną do Jima Carreya, a włosy będę musiała potraktować klejem winylowym, czego staram się w lalkach unikać.

I najbardziej absurdalna opcja ze wszystkich - kandydat nr 3 - Śmigacz McKwak :D czyli rysowany, kaczy mistrz samolotowych kraks.



Pomysł tak durny, że aż mi się podoba. Nie powiem, to by było wyzwanie :)


Uprzejmie proszę o wypowiedzenie się w komentarzach. Może macie inne pomysły na Edwarda?

niedziela, 17 listopada 2013

Miss Tarantino

Nie, nie chodzi o nikogo z rodziny Quentina Tarantino :) 

Dziś będzie mowa o lalce najbardziej bliskiej mojej własnej osobie. Dlaczego? Bo tak jak ja ma fioła na punkcie błyskotek!

Ale od początku... 

Istnieje pewna projektantka biżuterii o nazwisku Tarantino. Tak jak jej biżuteria, osoba ta jest bardzo wyjątkowa, a charakterystyczny image doskonale oddaje ducha jej twórczości:


Ku radości wszystkich entuzjastów Barbie, pani Tarantino zaprojektowała dla Mattela lalkę Barbie, która ukazała się w roku 2008 oznaczona jako Gold Label.

Tarina Tarantino

Jak przystało na lalkę projektantki biżuterii, ta Barbie posiada masę świecidełek. Bijącym po oczach elementem charakterystycznym są jej fantastyczne, szokująco różowe pukle.

Jako że lalka to Gold Label, jest koszmarnie droga nawet w stanie używanym. Na mojej "chciej liście" była od zawsze, lecz właśnie ze względu na cenę była w raczej odległych planach zakupowych. Wszyscy, którzy znają mnie od strony autorskich porcelanek wiedzą, że kocham wykoralikowane, bogate stylizacje. Nie liczyłam nawet, ze uda mi się trafić Tarinę gdzieś pokątnie, bo który kolekcjoner chciałby się z nią rozstać?

Ku mej dzikiej radości udało mi się ją odkupić od nie-kolekcjonera. Cena niska nie była, ale specjalnie mnie po kieszeni nie przetrzepało, jednak lalka była nawet nie z drugiej ręki, ale chyba z piątej (potem udało mi się okazyjnie kupić drugą, ale została wymieniona na coś znacznie lepszego :P). Brak ubranka, jeden kolczyk, brak akcesoriów, lekko rozruszana i tapirowane, WYPROSTOWANE WŁOSY. Pal licho ciuszki, ale jak można było wyprostować jej cudne loki?!

No nic, najważniejsze, że nikt jej tych włosów nie obciął, a ja spełniłam swoje marzenie i mam tę charakterystyczną perełkę u siebie.

Tak oto Tarina Tarantino, goła i biedna trafiła do mnie. Od razu zaprzyjaźniła się z Mortycją, która pożyczyła jej jedną ze swoich kreacji (całe szczęście, ze Tarina przyszła goła, bo Mortycja dostałaby zawału na widok pasteli :P).


Lalka, mimo że z założenia jest modelką, fotogeniczna za bardzo nie jest. Jej włosy, mimo że piękne i bardzo dobrej jakości, odbijają światło (słoneczne i sztuczne), przez co trudno zrobić Tarinie w miarę ładne, realne zdjęcie. No i do tego sztywne jak miotła ciało model muse, które daje raptem dwie pozy na krzyż. Ale nic to! Kreskówkowa uroda Tariny broni się sama i o dziwo róż włosów ładnie komponuje się z innymi neonowymi elementami.







 Ach, te rootowane rzęsy!!!






Od dziś róż to nowa czerń!




W necie wyszperałam jeszcze coś jakby ludzką Tarinkę-lalkę:
Jakoś mi się nie podoba...


Na koniec zapowiedź i ogłoszenia parafialne.

Po pierwsze, niedługo zaprezentuję kolejne Barbie - OOAKi. Jedna już w tym tygodniu. Napiszę tylko, że pierwsza ma osobowość mnogą i pociąg do mątew, a druga obsesję na punkcie pieniędzy i jest nieco przerysowana :) 

Tymczasem zapraszam do Lalkarni, mojego drugiego bloga (adres: lalkiplusmisie.blogspot.com), którego przeniosłam tu z pingera.

Pozdrawiam wszystkich i życzę spokojnego, miłego tygodnia!

piątek, 8 listopada 2013

Świnko-sosna, czyli gdzie jest Ivan?

Wczoraj przytargałam z lumpeksu tyciego, futrzastego mattelka (i jeszcze kilka fajnych rzeczy). Był tani jak barszcz i słodziutki jak nie wiem co. Jest malusi, do niczego mi nie pasuje, taki kolejny rodzynek, ale jest to najbardziej jesienna lalka w mojej kolekcji. Pojawił się w dwóch wersjach: niebiesko- i brązowookiej.

Panie i Panowie, Tommy as Ivan the Porcupine z baletu "Jezioro Łabędzie"!


 Hasło "porcupine" to nazwa amerykańskiego gryzonia podobnego do naszego rodzimego jeża, a oznacza mniej więcej świnko-sosnę :P


Co ma świnko-sosna do rosyjskiego baletu? Nie wiem. Pewnie nawet twórcy filmu "Barbie z Jeziora Łabędziego" nie wiedzą.  W każdym razie laleczka nijak nie przypomina tej świnko-sosny czy nawet samego jeża, bo ma bardzo duży, zupełnie nie jeżowaty, futrzasty ogonek. Z wyglądu bardziej przypomina liska albo wypłowiałą wiewiórkę, dlatego na potrzeby niniejszego posta postanowiłam ochrzcić malucha po prostu Futrzaczkiem. 

Zdjęcia robiłam w deszczu, więc nie są najlepszej jakości, za co przepraszam.













 






 

Tak jak napisałam wyżej - to najbardziej jesienny "okaz" w mojej kolekcji :)


wtorek, 5 listopada 2013

Trampeczki i okulary - tutorial

Znalazłam w sieci i dzielę się:

tutorial na trampki:
http://www.pinterest.com/pin/273171533620965166/  <---- ŚWIETNY!

na okulary:
http://aventuraeminiatura.blogspot.com/2012/04/tutorial-dos-oculos-por-rose-favero.html\


Eleganckie fryzury dla Barbie:
http://insidethefashiondollstudio.com/2011/10/21/an-updo-hair-tutorial/?blogsub=confirming#blog_subscription-3

poniedziałek, 4 listopada 2013

Ona żyje!

Halloween za nami, nie obchodzę zupełnie ale pozwolę sobie jeszcze przez chwilę pozostać w upiornych klimatach.

Na początek muszę zrobić krótki wykład z literatury i kinematografii, aby można było w pełni zrozumieć tożsamość prezentowanej dziś lalki.

Większości z nas hasło „Frankenstein” kojarzy się ze źle pozszywanym zielonym potworem ze starego horroru wytwórni Universal. Mało kto wie, z doktor Victor Frankenstein (to on stworzył potwora) wziął się z powieści „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz” Mary Shelley z roku 1818, którą uważa się za zapowiedź gatunku sf. Co najśmieszniejsze, nazwisko doktora pochodzi od miejscowości Frankenstein, której współczesna nazwa to… Ząbkowice Śląskie! Tak, dr Frankenstein jest z Polski :P

Wracając do tematu potwora… Należy podkreślić, że Frankenstein to nazwisko doktora, a nie imię potwora, którego stworzył. Ponadto w tej całej historii tak naprawdę to nie monstrum jest potworem. Powieść Shelley to nie horror, nie jest nastawiona na grozę czy obrzydzenie. Skojarzenia z tępym monstrum to zasługa wytwórni Universal, która zniekształciła całą historię.

Oryginalna historia jest dużo bardziej obyczajowa (jest nawet romans, tragedia i zemsta)  i skomplikowana. Jej wymowa obraca się wokół dylematu równania się człowieka z Bogiem jako stwórcą, kwestią prawa stwórcy do decydowania o losach stworzonej przez siebie istoty oraz zasadniczego tematu odrzucenia.

Wszystkim gorąco polecam film z 1994 roku z fenomenalnym Robertem De Niro w roli potwora i młodziutką Heleną Bohnam Carter w roli narzeczonej (narzeczonej doktora, nie potwora) i całą masą innych gwiazd (jest nawet John Cleese). Film to spora dawka przygody, tajemnicy i tragicznego romansu, a  wszystko genialnie poskładane w całość. Po prostu klasyk w iście epickim, hollywoodzkim stylu:


 






Będąc przy temacie Frankentsteina nie mozna nie wspomnieć tej pani:
 


czyli narzeczonej Frankensteina (zdjęcie pochodzi z filmu "The Bride of Frankenstein" wcześniej wspomnianej wytwórni Universal). Tak naprawdę miała na imię Mary, tak jak autorka powieści.

Narzeczona to właśnie ta najbardziej tragiczna postać ze wszystkich, bo zrobiono ją z jednego ciała i mgliście pamiętała, czym/kim była "przedtem". Na koniec, z całego tego strachu i rozpaczy rozwaliła sobie nad głową lampę naftową (mam na myśli powieść, w niektórych ekranizacjach było inaczej).

Poniżej dwunastocalowa Narzeczona z serii Universal Studio's Monsters produkcji Hasbro z roku 1998:
 

Jak na potworę Narzeczona jest dosyć barwna i nadzwyczaj dobrze, dokładnie wykonana. Hasbro zadbało, by lalka miała ikoniczną już buzię aktorki Elsy Lanchester i wszelkie charakterystyczne dla postaci szczegóły, jak np. odklejającą się po bokach twarz:




charakterystyczny wyraz twarzy i kształt brwi:


 oraz laboratoryjny kaftan:

Ponieważ Narzeczona jest z czarno-białego filmu, Hasbro musiało dodać nieco od siebie. Oprócz kolorów Narzeczona otrzymała zaskakująco kształtne i dobrze artykułowane (jak na byłą martwą sztywniarę) ciało, całe w bandarzach:


Największym zaskoczeniem jednak były ukrywające się pod prześcieradłem białe szpilki. Bo w końcu czy bycie potworą oznacza, że nie można być modnym?

Narzczona dostała od producenta także wychudzone plecki...
 ... i dekolt. Ogółem ciało narzeczonej jest w rzeczywistości barwy czegoś między bladym fioletem a beżem.


Inne lalki - potwory z filmów Universal - już nie są niestety takie fajne. Planowałam dokupienie mojej Narzeczonej potwora-oblubieńca, ale zdjęcia znalezione w necie bardzo mnie zniechęciły, dlatego Narzeczona póki co pozostanie w roli tej nieszczęśliwej.

  
 Monster High mogą się schować! To ja jestem prawdziwym potworem z szafy!


Dochodzę do wniosku, że moja kolekcja coraz bardziej zaczyna się składać głównie z lalek "charakterystycznych"...